Jestem warszawianką z krwi i kości. Lubię to miasto. Mam swoje drogi z dala od modnej Warszawy, ciepły dom, Warszawski Festiwal Filmowy, spacer z przyjaciółką po Agrykoli, która 20 lat temu była raczej miejscem sportowych katuszy dla świeżo upieczonej licealistki Batorego.

Po dobrym liceum, maturze z historii, dostaje się na wymarzone prawo na UW. Kiedyś będę adwokatem! Wakacje przed pierwszym rokiem spędzam w Paryżu. Przez trzy miesiące uczę się języka, zwiedzam, smakuję. Pamiętam, jak na Placu Madelaine wpatruję się bez opamiętania w słodką witrynę Fauchon. Czekoladowa biżuteria kusi! Magia! I myśl, że tego nie można się nauczyć, że nawet talent nie wystarczy…

Wracam. Warszawa. Studia. UW. Stypendium. Staże. Praca. Syn.

Na piątym roku  studiów coś pęka. Nie tędy droga! Może naoglądałam się Ally McBeal, gdzie fikcja była o wiele bardziej porywająca, a może mój perfekcjonizm wytyka mi, że nie jestem wystarczająco dobra. Nie wiem…

Chwytam się różnych zajęć, a te zawsze prowadzą i tak do kuchni. Sporo podróżuję z moim mężem. Indie, Wietnam, Kambodża, Tajlandia, Malezja, Indonezja, Borneo, Zimbabwe, Mozambik, Brazylia, Gwatemala, Algieria, Portugalia, Hiszpania, Włochy i dużo więcej…Uwielbiam targi. Wszędzie zaglądam w garnki. Te na tyłach kuchni zostają w pamięci najbardziej;-) Smakuję. Jem. Gotuję. Często w lokalnych szkołach dla turystów, czasem w pociągu, a czasem na plaży tuż po połowie.  Zawsze znajduję kulinarną bratnią duszę,  która pokaże mi coś więcej. Zabierze na połów anchois’a, po całodniowym winobraniu podaruje butelkę merlota z zeszłorocznych zbiorów, pozwoli wyfiletować turboty, które zaraz trafią na talerz michelinowskiej restauracji, podaruje worek przypraw, bo w Europie pewnie takich nie dostanę. Odmienny kolor ryżu, wielopalczaste owoce, morskie ogórkowate dziwolągi,  lokalne specjalności wymagające odwagi, by je zjeść, oczekiwanie na danie, które  wskazuje palcem w menu, bo nazwa to chińska magia, wprawią mnie w euforię. Próbuję wszystkiego.

Dziś prowadzę warsztaty z francuskich słodkości,  francuskiej kuchni w akademiach kulinarnych w  Poznaniu, Zielonej Górze i Gorzowie. Uczę, doradzam restauracjom, piszę reportaże z podróży, stylizuję jedzenie do sesji fotograficznych, oprowadzam po moim Paryżu.  Bardzo to lubię.

Ale marzę i nad tym teraz pracuję o małym cukierniczym atelier. Pracowni Madame Caramel z moimi francuskimi makaronikami. Kwintesencja smaku  zamknięta w filigranowym ciasteczku to moja specjalność. I chcę się nią dzielić. Dziś przygotowuję je tylko na specjalne okazje.

Pomysł na biznes przyszedł sam, choć wiele lat mi to zabrało…Ale, jak w tytule książki ulubionej chefowej kuchni Helene Darozze, „nikt mi nie ukradnie, tego co wytańczyłam.”

Helene Darroze „Personne ne me volera ce que j’ai danse”

Madame Caramel

Kasia Suda-Tomaszkiewicz

Madame Caramel to ja. Uwielbiam miękki słony lekko ciągnący się karmel.
Ktoś mnie tak kiedyś zalotnie nazwał. Nie bez powodu.

Kim jestem?

Moje serce zostało nad Sekwaną. Uwielbiam kruchość ciasta, słodycz przełamaną kwaśnym owocem, miękkość karmelu, słonego karmelu…Kokietuję finezją smaków.

food_photography_Kasia_TiAmoFoto (64)
Moje lektury

Bibliotekę kulinarną mam wielką.  Książki o jedzeniu, gotowaniu, produktach, o ludziach, o filozofii jedzenia, w których czyha inspiracja. Niektóre  popisane licznymi uwagami, inne pokreślone, gdy przepis nie dał satysfakcji i te  poplamione od maślanych rak…najbliższe sercu.

food_photography_Kasia_TiAmoFoto (54)
Od kogo się uczę?

Tajniki słodkiej sztuki zgłębiałam pod okiem mistrzów w prestiżowych restauracjach odznaczonych gwiazdką Michalin: Chez Jean, Joel Robuchon, Atelier Amaro, cukierni La Venezuela, L’Ecole Cuisine Alain Ducasse. A na końcu krótki staż w L’Ecole Cordon Blue, który był moją nagrodą w wygranym konkursie wiedzy o kulinarnej Francji.

IMG_6550[1]

Artykuł w Madame

wrzesień-październik 2015

Czytaj

3500

Makaroników

78

Podróży kulinarnych

7

Lat doświadczenia

69

Przeprowadzonych warsztatów